Kino w TV - Wielkie żarcie
(La Grande Bouffe, Praneja-Włochy 1973), które proponuje Jedynka?
Przed 25 laty - tak, tak, to już ćwierć wieku! - skandal byt ogromny. Pisano o efekcie szokowym, o tym, że Catherine Deneuve po obejrzeniu „Wielkiego żarcia” przestała się odzywać do Marcello Mastroianniego, swego ówczesnego partnera, zarzucano Marco Ferreriemu skłonność do obsceniczności i pornografii. Pomysł istotnie był szokujący: zebrać czterech mieszczuchów, granych przez czterech świetnych aktorów - niemal symbole sukcesu ówczesnego kina europejskiego, i kazać im umrzeć od nadmiaru przyjemności - gastronomicznych i erotycznych. Szok? Bez wątpienia, ale i kino początku lat 70. prowokowało do podobnych eksperymentów: Linda Blair w „Egzorcyście” wymiotuje kałem do kamery, Marłon Brando w „Ostatnim tangu w Paryżu” szuka satysfakcji w seksie analnym, uwodzicielski Tim Curry w czarnym gorsecie i pończochach usiłuje posiąść niewinnego chłopaczka w „Rocky Horror Picture Show”. Manifestacja konsumpcjonizmu z „Wielkiego żarcia” była niejako naturalną konsekwencją tego, co się wokół działo. Kto i jak tego dokona, kto zdąży, zanim kino artystyczne uwolni się od nadmiaru erotycznych aluzji i zanim przyjdzie opamiętanie - odpowiedź na to pytanie była naprawdę kwestią czasu.
Zwłaszcza że oglądane po latach „Wielkie żarcie” już nie szokuje, ba - wręcz nuży. Przygody czterech panów, którym przyszło do głowy umrzeć z rozkoszy (podobny pomysł podpowiadała już wcześniejsza o parę lat „Barbarella”), jedząc i kochając się ponad miarę, wyglądają żałośnie. Szokuje pomysł, ale już nie wykonanie - budzące tyle wrażeń emocje są w swej istocie bardzo monotonne. A może po prostu Ferreriemu zabrakło fantazji? Jakże niewiele trzeba było przed laty, by zasłużyć na uznanie międzynarodowej krytyki (nagroda FIPRESCI w Cannes). Choć z drugiej strony - w ciągu minionego ćwierćwiecza motywy tamtego kina szoku tyle razy wracały na ekran, że już zdążyły spowszednieć: to, co szokowało wówczas, dziś trafiło niemal na dziecięce półki…