Kino, które ma się dobrze
Czemu sztuka francuska tak nas interesuje? Każdy przytoczyć może jakiś własny powód. W większości wynika to jednak z przeświadczenia (niekoniecznie w pełni uświadomionego), że we Francji sprawy sztuki traktuje się serio. Jak w Polsce.
W głośnej „Literaturze dnia dzisiejszego” Pierre dc Boisdcffre pisze, że Francja nie decyduje dziś o losach świata, że żaden wynalazca francuski od dawna już nie dostał Nobla, ale właśnie sztuka pozostaje jedyną dziedziną, w której wybitna rola Francji jest niezaprzeczalna. Prestiż wiąże się przede wszystkim ze sztuką: grudniowym rankiem, kiedy przyznawana jest Prix Concourt, w kąt idą wszelkie rewelacje polityczne. Twórca francuski nie jest zresztą oceniany według tematu, który wnosi, tylko według sposobu, w jaki ów temat traktuje; nie żąda się od niego, by tworzył świat, ale by tworzył styl. Żaden amerykański teoretyk kultury nie mógłby napisać podobnych słów.
W tej francuskiej specyfice tkwi jej siła. I jej słabość. Większość prądów artystycznych, większość „stylów” naszego kończącego się stulecia tam miała swe korzenie, a przynajmniej licznych, aktywnych współtwórców. Ale też tam, w poszukiwaniu wykwintu formy, częściej niż gdzie indziej dochodziło do zatarcia związków z rzeczywistością. Inspiracją stawało się nie tyle życie, co dzieła sztuki.
Wszystko to powoduje, że na kino francuskie - doniosłą część kultury francuskiej w ogóle - patrzymy ze szczególną uwagą. To, co się w nim dzieje, traktujemy bardziej generalnie, wypatrując wniosków przystających do sytuacji nie tylko francuskiej.
Już sama statystyka daje do myślenia. W r. 1997 znów przełamano nad Sekwaną pułap stu filmów fabularnych, jak nigdzie indziej w Europie, zapewniając najmłodszemu pokoleniu filmowców rekordów)’ odsetek debiutów. Na filmy rodzime sprzedano niemal 40% wszystkich biletów, co przyniosło kolejny przyrost o 8,5% miłośników kinematografii własnej, jak widać zaspokajającej bardzo szeroki zakres oczekiwań publiczności. Może warto przemyśleć (i skopiować?) tak dobrze sprawdzający się system pomocy państwowej dla produkcji filmowej, nad którym w Polsce wciąż dyskutujemy?
Bez wątpienia Francuzi mają najwięcej do powiedzenia w dramacie psychologicznym. W tym gatunku najłatwiej zadebiutować, najłatwiej wykazać, że coś się u bliźnich zaobserwowało nieoczekiwanego, zaskakującego. Dla mnie największą rewelacją ostatniego okresu okazała się „Ponette” Jacquesa Do-illona. pogodny film o śmierci.